Alfred Pochytka

Just another WordPress hero.

20.11.2006 / 19:30 na pasażu (sic!) w M1 usłyszałem dźwięk alarmowy niczym z łodzi podwojnej. Na wprost mnie w kierunku wewnętrznym przesuwają się z wolna grodzie. Stanowczym krokiem wyłania się kilku ochraniarzy i spokojnym głosem proszą o opuszczenie budynku. Pytam “Co się stało?” Ochraniarz nadal zachowując niewyobrażalny u polskich ochraniarzy spokój odpowiada “Jest podejrzenie o podłożenie ładunku wybuchowego. Proszę opuścić teren zagrożenia.” - uległem i spokojnym krokiem, dojadając zimnego hot-doga wyszedłem drzwiami przy zoologicznym. Nie było rosyjskich-niebieskich.
Postanowiłem więc poczekać, by zobaczyć jak potoczy się dalsza część akcji ewakuacyjnej. Towarzyszący nam ochroniarz był w siódmym niebie. Widać, że za młodu marzył by zostać wojskowym superbohaterem. Sen się spełnił, a w jego pełnych energii i adrenaliny oczach zauważyłem uderzające podobieństwo do Superbohatera Metana.

Profesjonalne zachowanie grupy ewakucyjnej (dołączyła już policja) do tej pory pozytywnie mnie zadziwia. Rozwój wydarzeń obserwowałem z Wołgi, które minut kilkanaście wcześniej przez przypadek zaparkowałem w doskonałym miejscu. Widoczność opiewała całą długość hali M1 oraz wszystkie poszczególne jednostki manewrowe. Czekałem, aż podjedzie do mnie policja. Dlaczego?

Siedzę w Wołdze. Radziecki czołgu. Mam ustawienie na wprost wydarzeń. Rozmawiam przez telefon. Brakowało mi tylko antenki i czerwonego mrugającego światełka. Jednak oświetlony czerwienią kontrolki hamulca ręcznego nie wzbudzałem podejrzeń. Szkoda.

Policja (fascynujące) popełniła tylko jeden rażący błąd. Nie zablokowali wjazdu na teren parkingu na samym jego początku. Zrobili to w połowie, czego konsewkwencją było kilka burzliwych rozmów między nadjeżdżającymi, a blokującymi. Pan z Matiza najwidoczniej chory na ADHD nerwowym stylem przekonał policjantów aby zamknęli główny wjazd. Ruszyli. Ja też.

Jedziemy równolegle i… nic! Zero reakcji… wniosek z tego, że nie wyglądam na bandytę a moja Wołga nie stanowi kryminalnego zagrożenia. Może i dobrze. Może i nie.

20 11
2006

Cymciak

Atenszyn, atenszyn - pełen profesjonalizm - tylko w 5,10,15 Pan ochoniarz dostał nerwicy i wrzeszczał na ekspedientki.
Akcaj była od początku dziwna - o 19:20 przybywamy pod głónwne wejście i żona pyta ochroniarza o co chodzi. Ten na to (oczywiście z uśmiechem na twarzy) - “podłożyli bombe, ale tylko Real jest zamknięty - reszta czynna”. No cóz - postanowiliśmy eksplorować sklep i weszlśmy od strony Praktikera. Po 10 minutach słyszymy złowieszcze “Uwaga uwaga, w budynku wykryto zagrożenie, prosimy spokojnie udać się do najbliższego wyjścia ewakuacyjnego” - po tym kolejny manifest tego Pana, ale już po angielsku , jego “atenszyn atenszyn” doprowadza nas do niepowstrzymanej salwy śmiechu. No a dalej to już tylko ucieczka do domu…

26 02
2007

sunflower

Jedna wilka bzdura.
Pracowałam wtedy na pewnym stoisku w m1.Razem z koleżanką poinformowałyśmy ochroniarzy o podejrzanej teczce.Cala ewakuacja trwała ładnych kilka godzin nie mowiac juz o tym ze przez dlugi czas od pojawienia sie teczki nie robiono nic. Ochroniarze spacerują sobie w tym markecie trojkami i wielokrotnie przechodzili obok podejrzanej teczki i nawet jej nie zauważyli. To jest istna tragedia.Co wiecej monitoring tego marketu tez pozostawia wiele do zyczenia. Ławka pod ktora znajdowała się ta pseudobomba w ogole nie jest objeta polem kamer. Takze policja nawet nie miala rysopisu osoby ktora tę teczkę zostawila.Nie chce myslec co by się stalo gdyby tam naprawde byla bomba..na szczęście nie byla…

26 02
2007

sunflower

mam nadzieje ze nigdy wiecej nie bede juz ogladac popisow zadnego sapera

dodaj własny komentarz
© pochytka.com 2008